wtorek, 26 maja 2015

64 Lewy samolot



Tutaj skrócę wam całą podróż.
A więc: dotarliśmy do miasta, wpakowaliśmy się w lewy samolot, przelecieliśmy (ledwo, ledwo) przez ocean, wylądowaliśmy w Hiszpani, wsiedliśmy w kolejny samolot i wylądowaliśmy w Polsce, a tam z Pyrzowic to już niedługa droga.
Przy czym zdarzyło się parę dziwnych rzeczy podczas tego  wszystkiego.
Nika rzuciła się na Lexa, który udał wielce zakłopotanego i powiedział, że on ma narzeczoną i nie może się spotykać z nieletnimi.
Ha! Banał.
Ale, co do tego! W samolocie, którym przemierzaliśmy ocean był chyba cały możliwy sprzęcior gamerowy (pożyczyliśmy samolot You-kona) i jak my byliśmy zajęci Mortal Kombatem, to Nika siedziała ze zwieszoną głową odwrócona do nas tyłem. Odrzucenia nie przyjmuje się dobrze, ale według mnie była to przesada. Puściłam to jednak płazem, bo wiedziałam ile przeszła.
My z najemnikiem zajęliśmy się sobą. Ej! Tylko sobie nie wyobrażajcie, kurczę! Ha ha ha. Wy to byście od razu nas spiknęli, nie? A my tylko się świetnie bawiliśmy. I mi i jemu potrzebne było wyluzowanie. A i tak jestem od niego lepsza w Call Of Duty. Lamusowi zawsze brakuje do mnie trzech punktów!
Po drodze wpadliśmy w dość ciekawe dyskusje. Trochę z siebie pożartowaliśmy.
I… tyle. Tak. To chyba wszystko. Tylko wiecie, w końcu nie powiedziałam im  jak uciekłam. Nie mogłam. A w szczególności Nice.
Do naszego miasta dojechaliśmy autobusem, bo kradzione auta w Polsce łatwo znaleźć. Najpierw odprowadziliśmy Nikę.
-Dzień dobry. Tu Julia…
-O! Już wróciłyście! Jak dobrze. Już wychodzę.- Rozmowa z panią mamą Niki przez interkom zaczynała się zachwycająco.
-To ja odstawiam Nikę…- Pani mama Niki ubrana był w długi szlafrok, a jak tylko zobaczyła córkę, to mocno ją siebie wtuliła.
-Jak minęła wam wycieczka?- Zapytała mnie.
-Wycieczka…
-Kraków to piękne miasto, prawda?
-Aaa… Ta wycieczka.- Spojrzałam pytająco na Lexa ale on tylko wzruszył ramionami.
-No dobrze. Chodź do domu kochanie.- Mama Niki zaciągnęła ją za furtkę i zamknęła ją na klucz. Jeszcze przez chwilę słyszeliśmy ich uroczą gadkę, a potem odwróciłam się do najemnika.
-Co to było?
-Mnie się pytasz, słonko?
I w tej chwili podjechał pod bramę znajomy samochód.
-Włodek!- Uśmiechnęłam się radośnie.- Wreszcie ktoś normalny!
Przeliczyłam się. Włodek wyskoczył z samochodu, dobiegł do mnie i z całej siły odepchnął. Zrobiłby to jeszcze raz, gdybym nie wpadła na Lexa, który zamienił nas miejscami i teraz on stał po środku.
-Co to miało być, Julka!? Co?! Co ty się na randki wyrywasz!- Chłopak warczał mocno gestykulując.
-Włodek, ja…
-Nic ty! Ty tylko o sobie myślisz! A co ze szkołą?! Musiałem za ciebie całą robotę odwalić!
-Włodek…
-I jeszcze wymyśliłem tą głupią wycieczkę, żeby cię nie przyłapali, bo drugiego zaginięcia, to byśmy nie przetrwali. Co ty sobie myślisz?!
Coraz mniej mi się to podobało. Nawet nie rozumiałam o co… Aaa. No to teraz już kumam. Włodek pewnie wszystkim opowiedział o tej wycieczce żeby mnie nie nakryli. Ale w takim razie… To co ja miałam mu powiedzieć. Hm? Jakieś pomysły?
-Idiotka z ciebie, Julka! Centralnie blondyna jakich mało!- Włodek po raz kolejny się na mnie rzucił, ale Lex zręcznie go podciął.
-Czy ten chłopak ci się narzuca?- Najemnik spytał mnie nadal patrząc na chłopaka.
-Nie. Zostaw go. Włodek, a teraz mnie posłuchasz, dobra? No okej. To zacznijmy od tego, że Nika, nasza prawdziwa Nika, jest cała i zdrowa u siebie. Lex ją uratował. Spotkałam go i razem zaplanowaliśmy jak ją zwrócić. Twoja wycieczka, jak widzisz, nam to ułatwiła. A teraz kolejne. Trzeba gdzieś zabrać jej siostrę bliźniaczkę, bo jej mama się skapnie. Co z nią zrobisz, to już twoja sprawa. Acha. Jaki dziś mamy dzień?
-Czw-wartek.- Włodek zająknął się własnym zdziwieniem.
-No masz. Muszę się pouczyć do kartkówki z biologii. To my już lecimy. Życzę ci miłego dnia, Włodku. Cześć!- Uśmiechnęłam się, pomachałam i odeszłam w kierunku przystanku. Niech tam jeszcze poleży, to zrozumie. Za mną dreptał Lex.
Minęliśmy w ciszy jakieś trzy przystanki, kiedy wreszcie usiedliśmy przy czwartym. Była już noc i zaczęło padać.
-Ech…- Lex rozprostował kolana.
-Co jest?
-Teraz będę musiał załatwić sprawy z moimi, słonko. MUR nadal działa.
-MUR… Tak. Trzeba będzie to jakoś załatwić.- Zerknęłam na niego badawczo.
-Najlepiej zlikwidować.- Uśmiechnął się do mnie.
-Niby tak, ale…
-Wiem, słonko. Wiem. I dlatego to będzie jeszcze ciekawsze!
-Hm…
Myśli uderzyły we mnie jak piorun.
You-kon jest martwy. Demonizatory są martwe. Ale… Przez ten cały czas likwidowaliśmy CTS, a to przecież do MUR`u należał Lex. A jeśli MUR został nietknięty, to… Demonizatory też. A pamiętając akcję w kościele, to moja rodzina jest w niebezpieczeństwie!
-Hej! Co jest?- Lex złapał mnie za kołnierz, bo zachwiałam się i prawie spadłam z ławeczki. Do głowy przychodziły mi coraz gorsze pomysły i obrazy.
-Mój brat… Rodzice. A co jeśli…
-Słonko, mów wyraźniej, bo nie…- On też zrozumiał.
Autobus zatrzymał się przy przystanku. Najemnik pomógł mi wsiąść. W środku było pusto. Gdyby nie on, to chyba zaczęłabym płakać. Musiałam odrzucić złe myśli. Przecież oni pewnie teraz siedzą wspólnie przez telewizorem i zajadają rogaliki, które upiekła babcia. I pewnie rogaliki z jabłkiem.
-A co z twoją rodziną, Lex?- Zadałam mu nieoczekiwanie poważne pytanie. Na to on wykrzywił twarz.
-Nie mam rodziny, słonko. Tacy jak ja żyją sami. Zawsze singlem!- Próbował się uśmiechnąć ale nie potrafił.
-Przykro mi.- chciałam złapać go za rękę, ale się zawahałam.
-Nie potrzebnie. Twoja głowa jest od innych spraw, słonko.- Zauważył to i wybrnął z sytuacji.
Jak tylko wysiedliśmy zaczęłam biec. Ile siły w nogach. Deszcz przyjemnie chlupotał pod stopami. Wyminął nas autobus.
 Na dom spojrzałam dopiero, kiedy byłam dokładnie na chodniku naprzeciwko.
Stanęłam jak wryta.
Całą fasadę, którą malowałam wspólnie z dziadkiem,  pokrywało czerwone graffiti. Napis „To twoja wina!” był rozmazany deszczem, ale nadal czytelny. Na murze za to pisało grubą białą krechą „MUR”. To było dla mnie jednoznaczne.

Ręce mi opadły.
Deszcz połączył się z łzami.
Upadłam na kolana łkając żałośnie.
Zawyłam do księżyca.

3 komentarze:

  1. Julcia ja Już dawno was zeswatałam;)
    Leksik odrzucił Olę? Nie żeby coś, ale dobrze zrobił, bo tak jak mówiłam on jeśli już będzie z Tobą xdd
    Włodek troszeczkę mógłby wy hamować ... Nie wie co przeszlas a do tego na cb wyskoczył. Nie ładnie, nie ładnie.
    No i leksik znowu chce bronić ... z was jest para idealna.
    Ojoj nie dobrze ..
    MUR ...
    Ech n smutna końcówka, ale rozdział super i czekam na Next :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i zapomniałam, że masz powiedzieć wreszcie lexowi. Ale on ma wiedzieć jako pierwszy. Jestem ciekawa jego reakcji ;)

      Usuń
  2. huhu xd Wróciłaś do Polski ;D
    My z najemnikiem zajęliśmy się sobą. Ej! Tylko sobie nie wyobrażajcie, kurczę! Ha ha ha. Wy to byście od razu nas spiknęli, nie? A my tylko się świetnie bawiliśmy. I mi i jemu potrzebne było wyluzowanie. " I tak miałam wyobrażenia ;3 haha xd Nie złość się ;/ Ale no .. moja wyobraźnia i w ogóle ;/
    Czyżby Włodek był zazdrosny ;) Oj .. Wybacz Włodek ;/ Juliet jest z Leksikiem xd Sorry ziom ;)
    I ej! Powiedz mu ! Powiedz jaka jesteś super ^^ Pokaż mu swoje drugie obliczę! ^^
    Końcówka ;c ehh.. nie dobrze ;c
    Ale to znaczy ,że zaczyna się nowa przygoda z Leksikiem? :D
    Juliet wkracza do akcji... Tym razem z nowym asem w rękawie ^^ Yey! A więc czekam nn :*
    Pozdrawiam ,ściskam , weny! <3

    OdpowiedzUsuń

Komentarze motywują :)