Tutaj skrócę
wam całą podróż.
A więc:
dotarliśmy do miasta, wpakowaliśmy się w lewy samolot, przelecieliśmy (ledwo,
ledwo) przez ocean, wylądowaliśmy w Hiszpani, wsiedliśmy w kolejny samolot i
wylądowaliśmy w Polsce, a tam z Pyrzowic to już niedługa droga.
Przy czym
zdarzyło się parę dziwnych rzeczy podczas tego
wszystkiego.
Nika rzuciła
się na Lexa, który udał wielce zakłopotanego i powiedział, że on ma narzeczoną
i nie może się spotykać z nieletnimi.
Ha! Banał.
Ale, co do
tego! W samolocie, którym przemierzaliśmy ocean był chyba cały możliwy
sprzęcior gamerowy (pożyczyliśmy samolot You-kona) i jak my byliśmy zajęci
Mortal Kombatem, to Nika siedziała ze zwieszoną głową odwrócona do nas tyłem.
Odrzucenia nie przyjmuje się dobrze, ale według mnie była to przesada. Puściłam
to jednak płazem, bo wiedziałam ile przeszła.
My z
najemnikiem zajęliśmy się sobą. Ej! Tylko sobie nie wyobrażajcie, kurczę! Ha ha
ha. Wy to byście od razu nas spiknęli, nie? A my tylko się świetnie bawiliśmy.
I mi i jemu potrzebne było wyluzowanie. A i tak jestem od niego lepsza w Call
Of Duty. Lamusowi zawsze brakuje do mnie trzech punktów!
Po drodze
wpadliśmy w dość ciekawe dyskusje. Trochę z siebie pożartowaliśmy.
I… tyle.
Tak. To chyba wszystko. Tylko wiecie, w końcu nie powiedziałam im jak uciekłam. Nie mogłam. A w szczególności
Nice.
Do naszego
miasta dojechaliśmy autobusem, bo kradzione auta w Polsce łatwo znaleźć.
Najpierw odprowadziliśmy Nikę.
-Dzień
dobry. Tu Julia…
-O! Już wróciłyście!
Jak dobrze. Już wychodzę.- Rozmowa z panią mamą Niki przez interkom zaczynała
się zachwycająco.
-To ja
odstawiam Nikę…- Pani mama Niki ubrana był w długi szlafrok, a jak tylko
zobaczyła córkę, to mocno ją siebie wtuliła.
-Jak minęła
wam wycieczka?- Zapytała mnie.
-Wycieczka…
-Kraków to
piękne miasto, prawda?
-Aaa… Ta
wycieczka.- Spojrzałam pytająco na Lexa ale on tylko wzruszył ramionami.
-No dobrze.
Chodź do domu kochanie.- Mama Niki zaciągnęła ją za furtkę i zamknęła ją na
klucz. Jeszcze przez chwilę słyszeliśmy ich uroczą gadkę, a potem odwróciłam
się do najemnika.
-Co to było?
-Mnie się
pytasz, słonko?
I w tej
chwili podjechał pod bramę znajomy samochód.
-Włodek!-
Uśmiechnęłam się radośnie.- Wreszcie ktoś normalny!
Przeliczyłam
się. Włodek wyskoczył z samochodu, dobiegł do mnie i z całej siły odepchnął.
Zrobiłby to jeszcze raz, gdybym nie wpadła na Lexa, który zamienił nas
miejscami i teraz on stał po środku.
-Co to miało
być, Julka!? Co?! Co ty się na randki wyrywasz!- Chłopak warczał mocno
gestykulując.
-Włodek, ja…
-Nic ty! Ty
tylko o sobie myślisz! A co ze szkołą?! Musiałem za ciebie całą robotę odwalić!
-Włodek…
-I jeszcze
wymyśliłem tą głupią wycieczkę, żeby cię nie przyłapali, bo drugiego
zaginięcia, to byśmy nie przetrwali. Co ty sobie myślisz?!
Coraz mniej
mi się to podobało. Nawet nie rozumiałam o co… Aaa. No to teraz już kumam.
Włodek pewnie wszystkim opowiedział o tej wycieczce żeby mnie nie nakryli. Ale
w takim razie… To co ja miałam mu powiedzieć. Hm? Jakieś pomysły?
-Idiotka z
ciebie, Julka! Centralnie blondyna jakich mało!- Włodek po raz kolejny się na
mnie rzucił, ale Lex zręcznie go podciął.
-Czy ten
chłopak ci się narzuca?- Najemnik spytał mnie nadal patrząc na chłopaka.
-Nie. Zostaw
go. Włodek, a teraz mnie posłuchasz, dobra? No okej. To zacznijmy od tego, że
Nika, nasza prawdziwa Nika, jest cała i zdrowa u siebie. Lex ją uratował.
Spotkałam go i razem zaplanowaliśmy jak ją zwrócić. Twoja wycieczka, jak
widzisz, nam to ułatwiła. A teraz kolejne. Trzeba gdzieś zabrać jej siostrę
bliźniaczkę, bo jej mama się skapnie. Co z nią zrobisz, to już twoja sprawa.
Acha. Jaki dziś mamy dzień?
-Czw-wartek.-
Włodek zająknął się własnym zdziwieniem.
-No masz.
Muszę się pouczyć do kartkówki z biologii. To my już lecimy. Życzę ci miłego
dnia, Włodku. Cześć!- Uśmiechnęłam się, pomachałam i odeszłam w kierunku
przystanku. Niech tam jeszcze poleży, to zrozumie. Za mną dreptał Lex.
Minęliśmy w
ciszy jakieś trzy przystanki, kiedy wreszcie usiedliśmy przy czwartym. Była już
noc i zaczęło padać.
-Ech…- Lex
rozprostował kolana.
-Co jest?
-Teraz będę
musiał załatwić sprawy z moimi, słonko. MUR nadal działa.
-MUR… Tak.
Trzeba będzie to jakoś załatwić.- Zerknęłam na niego badawczo.
-Najlepiej
zlikwidować.- Uśmiechnął się do mnie.
-Niby tak,
ale…
-Wiem,
słonko. Wiem. I dlatego to będzie jeszcze ciekawsze!
-Hm…
Myśli
uderzyły we mnie jak piorun.
You-kon jest
martwy. Demonizatory są martwe. Ale… Przez ten cały czas likwidowaliśmy CTS, a
to przecież do MUR`u należał Lex. A jeśli MUR został nietknięty, to…
Demonizatory też. A pamiętając akcję w kościele, to moja rodzina jest w
niebezpieczeństwie!
-Hej! Co
jest?- Lex złapał mnie za kołnierz, bo zachwiałam się i prawie spadłam z
ławeczki. Do głowy przychodziły mi coraz gorsze pomysły i obrazy.
-Mój brat…
Rodzice. A co jeśli…
-Słonko, mów
wyraźniej, bo nie…- On też zrozumiał.
Autobus
zatrzymał się przy przystanku. Najemnik pomógł mi wsiąść. W środku było pusto. Gdyby
nie on, to chyba zaczęłabym płakać. Musiałam odrzucić złe myśli. Przecież oni
pewnie teraz siedzą wspólnie przez telewizorem i zajadają rogaliki, które
upiekła babcia. I pewnie rogaliki z jabłkiem.
-A co z
twoją rodziną, Lex?- Zadałam mu nieoczekiwanie poważne pytanie. Na to on
wykrzywił twarz.
-Nie mam
rodziny, słonko. Tacy jak ja żyją sami. Zawsze singlem!- Próbował się
uśmiechnąć ale nie potrafił.
-Przykro
mi.- chciałam złapać go za rękę, ale się zawahałam.
-Nie
potrzebnie. Twoja głowa jest od innych spraw, słonko.- Zauważył to i wybrnął z
sytuacji.
Jak tylko
wysiedliśmy zaczęłam biec. Ile siły w nogach. Deszcz przyjemnie chlupotał pod
stopami. Wyminął nas autobus.
Na dom spojrzałam dopiero, kiedy byłam
dokładnie na chodniku naprzeciwko.
Stanęłam jak
wryta.
Całą fasadę,
którą malowałam wspólnie z dziadkiem,
pokrywało czerwone graffiti. Napis „To twoja wina!” był rozmazany
deszczem, ale nadal czytelny. Na murze za to pisało grubą białą krechą „MUR”.
To było dla mnie jednoznaczne.
Ręce mi
opadły.
Deszcz
połączył się z łzami.
Upadłam na
kolana łkając żałośnie.
Zawyłam do
księżyca.
Julcia ja Już dawno was zeswatałam;)
OdpowiedzUsuńLeksik odrzucił Olę? Nie żeby coś, ale dobrze zrobił, bo tak jak mówiłam on jeśli już będzie z Tobą xdd
Włodek troszeczkę mógłby wy hamować ... Nie wie co przeszlas a do tego na cb wyskoczył. Nie ładnie, nie ładnie.
No i leksik znowu chce bronić ... z was jest para idealna.
Ojoj nie dobrze ..
MUR ...
Ech n smutna końcówka, ale rozdział super i czekam na Next :*
No i zapomniałam, że masz powiedzieć wreszcie lexowi. Ale on ma wiedzieć jako pierwszy. Jestem ciekawa jego reakcji ;)
Usuńhuhu xd Wróciłaś do Polski ;D
OdpowiedzUsuńMy z najemnikiem zajęliśmy się sobą. Ej! Tylko sobie nie wyobrażajcie, kurczę! Ha ha ha. Wy to byście od razu nas spiknęli, nie? A my tylko się świetnie bawiliśmy. I mi i jemu potrzebne było wyluzowanie. " I tak miałam wyobrażenia ;3 haha xd Nie złość się ;/ Ale no .. moja wyobraźnia i w ogóle ;/
Czyżby Włodek był zazdrosny ;) Oj .. Wybacz Włodek ;/ Juliet jest z Leksikiem xd Sorry ziom ;)
I ej! Powiedz mu ! Powiedz jaka jesteś super ^^ Pokaż mu swoje drugie obliczę! ^^
Końcówka ;c ehh.. nie dobrze ;c
Ale to znaczy ,że zaczyna się nowa przygoda z Leksikiem? :D
Juliet wkracza do akcji... Tym razem z nowym asem w rękawie ^^ Yey! A więc czekam nn :*
Pozdrawiam ,ściskam , weny! <3